Z nami trzymasz rękę na pulsie pomocy społecznej!
     
 
PROBLEMY SPOŁECZNE 1/2010 (X) - Zbliżenia
 

Bardziej wyczerpuje mnie bezczynność niż ogrom zadań

- rozmowa z Moniką Międzyrzecką, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Miękini (pow. średzki).

- Minister pracy i polityki społecznej doceniła Pani innowacyjne podejście do rozwiązywania problemów społecznych na terenie gminy, honorując Panią specjalną nagrodą za rok 2009. Jakie dokonania poczytuje sobie Pani za największy sukces?

- Czy za sukces można uważać skuteczną próbę wykorzenienia stereotypowego myślenia o naszej pracy w kategorii "opieka społeczna"? Jeżeli tak, to zamianę "opieki" na skuteczną i satysfakcjonującą, a także zmieniającą świadomość "pomoc społeczną" uważam za milowy krok w swojej pracy zawodowej.

- A jakie były "mniejsze kroki" do sukcesu?

- Myślę, że należy podkreślić fakt, iż z całą kadrą udało nam się wprowadzić nowoczesną pomoc społeczną, czyli taką, która ma podejście interdyscyplinarne, oparte na zaplanowanych, przemyślanych działaniach, podlegających ciągłej ocenie i mierzalności rezultatów. Udało nam się wprowadzić elementy wciąż jeszcze mało znanego coachingu, co oznacza, że zapewniamy klientowi takie wsparcie, które pozwala mu dojrzeć do zmiany i to na wszystkich poziomach życia. Za duże osiągnięcie uważam to, że udało mi się zachęcić czy też pobudzić do działań różne grupy społeczne, niekoniecznie czynnych klientów pomocy społecznej.

- Wielokrotnie podkreślała Pani, że podstawą pracy w pomocy społecznej nie jest wypłata świadczeń, a praca socjalna. Czy i jak udaje się realizować tę ideę?

- Podstawą pomyślności działań w pomocy społecznej jest konstruktywna, zaczęta w odpowiednim momencie praca socjalna. Świadczenie pieniężne to tylko dodatek, choć dla wielu klientów tak naprawdę to podstawa kontaktu z ośrodkiem pomocy społecznej. Niektórzy nasi klienci wizyty w GOPS wyssali z przysłowiowym mlekiem matki i oni inaczej nie potrafią funkcjonować. Co gorsze, są przekonani, że "im się należy". A naszą rolą jest tak pomóc rodzinie, zarówno finansowo jak i poprzez pracę socjalną, aby wychowywała następne pokolenia już bez "pomocy społecznej we krwi".

- I z takim "naprawianiem" klientów musi się zmierzyć pracownik socjalny?

- Słyszałam kiedyś, że pracowników socjalnych nie można zaliczać do kategorii "zwykłych ludzi, zwykłych pracowników" i podpisuję się pod tym obiema rękami. Pracownik socjalny dzisiaj to nie urzędnik rozdający pieniądze podatników na prawo i lewo, pracownik socjalny to profesjonalista, czasami można powiedzieć "magik", bo jak nazwać kogoś, kto często zapobiega rozpadowi rodzin, odkrywa u klienta mocne strony, o których nawet on sam nie wie? A przecież dźwigać ciężar problemów innych, samemu będąc tylko człowiekiem, nie jest łatwo.

- Kim są beneficjenci systemu pomocy społecznej w gminie? Czy są wśród nich uzależnieni od pomocy i bierni, którzy nigdy już z systemu nie wyjdą?

- Nasi klienci są różni pod względem potrzeb i możliwości. I stąd właśnie bierze się często moja obawa, że w wielu przypadkach świadczenia finansowe ugruntowują ich stan trwania w obecnym życiu, utrwalają bierność i wygodnictwo. Na szczęście takich osób mamy coraz mniej, a dodatkowo dzięki projektom unijnym możemy zaoferować im całą gamę różnych innych możliwości, gdzie pieniądz odsuwa się na plan dalszy, chociaż jest w dalszym ciągu kartą przetargową. Z moich obserwacji wynika, że główną kategorią klientów zgłaszających się do GOPS w Miękini są osoby, które zwyczajnie nie mają pomysłu na swoje życie. Ich bezradność skutkuje potem innymi problemami - powoduje bezrobocie, biedę, problemy z dziećmi, z samym sobą.

- W jaki sposób GOPS czuwa nad racjonalnym wydatkowaniem środków z pomocy społecznej?

- Racjonalne wydatkowanie środków w pomocy społecznej to nic innego, jak umiejętne ich przyznanie i to nie tylko w odpowiedniej wysokości, ale i formie. Dodatkowym wzmocnieniem w jednostce zarządzanej przeze mnie jest realizacja projektów socjalnych, m.in. nastawionych na bezpośredni kontakt z klientami w czasie, gdy najmniej się on tego spodziewa, czyli w godzinach popołudniowych, wieczorowych, w weekendy.

- Słowem, kontrola najskuteczniejsza?

- Niech każdy nazywa to jak chce, niech to będzie kontrola, czuwanie, cel jest jeden: publiczne pieniądze nie mogą być marnotrawione i naszym obowiązkiem jest tego pilnować. Bardzo często już w samej decyzji ustalamy klientowi termin udokumentowania i rozliczenia przyszłego świadczenia. Owszem nie spotyka się to z zadowoleniem, ale cóż - w tym przypadku to na szczęście my dyktujemy warunki. Celem całego mojego zespołu jest, aby pomoc otrzymali ci, którzy jej potrzebują, a nie ci, którzy znaleźli sobie taki sposób na życie. Podpisujemy kontrakty, tłumaczymy, pomagamy realizować inicjatywę klienta w zakresie, który może doprowadzić nas, a przede wszystkim ich do celu - usamodzielnienia racjonalnego i emocjonalnego.

- Jak pracuje się w Miękini z nowymi klientami?

- Problemy "nowych" klientów wymuszają zmianę - w pozytywnym tego słowa znaczeniu - organizacji pracy GOPS, potrzebę szukania nowych rozwiązań, czego przykładem może być projekt realizowany przez nas już drugi rok o nazwie "Asystent rodziny". Praca z rodziną w jej środowisku, w miejscu zamieszkania, w godzinach popołudniowych, możliwość skupienia się na tej niewielkiej liczbie, bo asystent ma dwie rodziny "pod opieką", pozwala na zintensyfikowanie i zindywidualizowanie działań, niedopuszczenie do pogłębienia problemu, znalezienie jego źródła. Uważam, że warto szukać nowych rozwiązań, pamiętając przy tym, że nie myli się tylko ten, kto nic nie robi.

- W Miękini funkcjonują zespoły interdyscyplinarne - kto jest w ich składzie i jakie ma zadania?

- Do zespołu powołaliśmy takich specjalistów, którzy mogą jak najbardziej skutecznie pomóc rozwiązać problem w danej rodzinie. Policjant, pedagog, psycholog, wychowawca szkolny, przedszkolanka, asystent rodziny, pielęgniarka, lekarz, kurator zawodowy, społeczny, terapeuta uzależnień, czasem zapraszamy sąsiadów, prawnika, zawsze osoby zainteresowane. Zespół się sprawdził w naszym przypadku, potrzeby są duże, a efekty końcowe konstruktywne, choć może czasem powołujemy go "na wyrost". Ważny jest też klimat społeczny, który w naszej gminie sprzyja dzieciom, dorosłym i pomagającym im profesjonalistom. Trzeba pamiętać, że w pracy z rodziną w ujęciu interdyscyplinarnym współpracować muszą ze sobą i gmina i powiat. W niektórych elementach naszej pracy nie sprzyjają temu, niestety, uwarunkowania prawne, na przykład rozmycie odpowiedzialności za losy i pracę z ofiarą i sprawcą przemocy w rodzinie.

- Utworzyła Pani w Miękini Uniwersytet III Wieku i przyczyniła się do wybudowania pierwszego w Polsce Rodzinnego Domu w ramach akcji TV Polsat "Dom budowany miłością" - to zdecydowanie wykracza poza zarządzanie pracą ośrodka pomocy społecznej. Jest Pani liderem w lokalnej społeczności - czy to trudne zadanie?

- Szczerze mówiąc, bardziej wyczerpuje mnie bezczynność niż ogrom zadań, jakie stoją przed współczesną pomocą społeczną. Muszę przyznać, że lider w lokalnej społeczności brzmi dumnie i z przyjemnością będą ten tytuł w sobie nosić. Wiem też, że on zobowiązuje i dlatego czuję się odpowiedzialna za to, co robię, za wszystkie swoje pomysły, które łączą mieszkańców i pozwalają im się realizować. Nie byłoby tego jednak, gdyby nie wsparcie władz lokalnych i pomoc współpracowników, bo choć wiem, że czasem są przerażeni moimi pomysłami, to dzielnie trwają przy mnie i pomagają w ich realizacji. Na pytanie czy to trudno być liderem w społeczności lokalnej odpowiem tak: "Nie przepracowałam ani jednego dnia w swoim życiu. Wszystko, co robię, to jest przyjemność".

Rozmawiała:
Barbara Zaleska

   
   
Copyright © 1997-2010 AV